Oślepiająca odpowiedź — incydent na nocnej zmianie

Laboratorium profesora Buteyko

W 1952 roku, ukończywszy naukę — wówczas na najlepszej uczelni medycznej w Moskwie — Butejko dorobił się złośliwej formy nadciśnienia. Jak na ironię największy postęp choroby nastąpił w czasie studiowania ludzkiego zdrowia …

W każdym razie sytuacja wyglądała poważnie. Lekarze ocenili, że jeśli za chwilę nie będzie poprawy, wkrótce nadciśnienie zamknie jego powieki na zawsze. Chorzy na tak zaawansowane stadium nadciśnienia nie żyją dłużej niż trzy lata.

Walka ze skutkami —
walka z góry przegrana

Jak na pojętnego studenta przystało, Butejko znał dostępny arsenał medycyny konwencjonalnej do walki z nadciśnieniem. Wiedział o nim wsio — chodząca encyklopedia o medycynie. Brał lekarstwa osiągalne nie tylko w Rosji, ale i na całym świecie. Dzięki nim bitwę wygrywał… ale nie walkę. Leki bowiem atakowały skutki nadciśnienia, mechanicznie je obniżając, podczas gdy przyczyna wciąż istnieje i dewastuje organizm. Wystarczyło, że odstawi leki na dwa tygodnie i adieu, z Bogiem panie Butejko.

– Konstantin, chcesz żyć? To wymyśl coś! – kłębiły się myśli pełne desperacji.

Ale szczęśliwie, lata nauki i praktyki w szkole medycznej obok nadciśnienia, dały mu szansę odkrywania zagadek oddychania, źródła życia przez tak wielu lekarzy kompletnie ignorowanemu. Pamiętając, jak skrajnie różne były praktyczne i faktyczne i prawdziwe doświadczenia od panującej teorii, w Butejko odrodziła się chęć kontynuacji badań nad oddechem — a w szczególności pomysłem, wtedy jeszcze w zarodku, jakoby właśnie głęboki oddech stanowił podłoże chronicznych chorób.

W tamtym czasie Butejko pracował jako lekarz medycyny — nie bacząc na konwulsje, jakie przysparzało mu nadciśnienie. Bóle głowy. Bóle w prawej nerce. Bóle mięśni. Bóle w klatce piersiowej. Ale był silnym człowiekiem.

Pewnego razu w szpitalu odbywał nocną zmianę, gdzie pracował już jako lekarz medycyny. Stojąc przy oknie i wpatrując się w czarne jak smoła niebo, Butejko rozmyślał o swojej chorobie; o fakcie, że bez silnych leków zostało mu parę miesięcy życia. Nie mógł tego zaakceptować. Po prostu nie mógł. Myśląc dalej, kontemplował pytania: jakie jest rozwiązanie? Jaki jest sposób? Gdzie tkwi przyczyna? Jak mogę sobie pomóc? Jak mogę pomóc moim pacjentom w takiej samej sytuacji?

Patrząc przez okno z głową pełną na pozór prostych pytań, pojawił się błysk jasnego światła z zewnątrz. Skąd to nagłe światło? Oczywiście, można spekulować. Ale nie ma to znaczenia, przynajmniej nie teraz.

Ponieważ był to dość jasny błysk, Butejko odruchowo skulił głowę, wzrok skierowując w stronę stóp. Mając w umyśle intrygującą myśl na temat głębokiego oddychania, nagle — patrząc na okolice brzucha i klatki piersiowej — uświadomił sobie, że nabiera powietrza jak słoń i to z dużą częstotliwością.

W owym czasie inni lekarze, jak i on sam, świadomi byli związku między nadciśnieniem a utrudnionym oddechem. Było powszechnie jasne, że nadciśnieniu praktycznie zawsze towarzyszy ciężki oddech — że kłopoty z oddechem oraz duża częstotliwość oddychania to jeden z symptomów nadciśnienia.

W każdym razie, patrząc na telepiącą klatkę i brzuch, Butejko dodał dwa do dwóch i doszedł, że przecież identyczne rzeczy działy się z pacjentami, których nasłuchiwał na głębokim oddechu! Pomyślał wtedy szaloną rzecz — a co jeśli moje głębokie i częste oddechy nie są rezultatem nadciśnienia… ale jego przyczyną?

Butejko postanawia to sprawdzić. W tej chwili. Świadomie, poprzez relaksację, redukuje częstotliwość oraz objętość oddechu. Innymi słowy, zaczyna oddychać wolniej, nabierając mniejsze ilości powietrza niż zwykle. Wyłącznie przez nos.

Ból głowy, ból w okolicy serca, ból nerki, mięśni, łupanie w kościach — w ciągu kilkunastu minut boleści od silnego nadciśnienia ustępują.

Ciało i umysł Konstantina przeszywa fascynacja efektem zredukowanego oddechu. Czy to się dzieje naprawdę? Czy to realne, aby głębokie oddychanie było przyczyną chronicznych chorób? Czy faktycznie wystarczy znormalizować oddech?

Butejko postanawia sprawdzić to jeszcze raz. Wraca do normalnego sposobu oddychania. Pogłębia wdech, pogłębia wydech, zwiększa częstotliwość, zaczyna oddychać przez usta. Kiedy to robi, ból powraca.

Tej nocy Butejko już wiedział: trafił na coś wielkiego. Do tego miał okazję sprawdzić …

Jak zareaguje chory na astmę,
jeśli zacznie oddychać wolniej,
mniej i tylko przez nos

Wciąż będąc na nocnej zmianie, jeden z pacjentów podczas snu doznaje ataku astmy. Nawiasem mówiąc, ataki astmy bardzo często następują właśnie wtedy, we śnie, ponieważ chorzy są wystawieni na źródła hiperwentylacji (pogłębione oddychanie) lecz o tym innym razem. No więc Butejko chcąc pomóc choremu, zamiast standardowo podawać leki, odważnie decyduje zachęcić pacjenta do zredukowania oddechu. Jak to bywa u astmatyków, chorzy — szczególnie podczas ataku — oddychają w panice przez usta, szybko i głęboko.

– Proszę zwolnić oddech, proszę oddychać mniej i wolniej, proszę go zredukować i postarać się rozluźnić mięśnie brzucha i klatki piersiowej – mówi do chorego.

Na co pacjent w zaskoczeniu – ale doktorze, wcześniej kazał mi pan brać głębokie oddechy!

– Tak, wiem, wiem, ale teraz proszę robić na odwrót.

Pacjent zamknął usta, przerzucił się na oddychanie przez nos. Zgodnie z namową lekarza, uspokoił się, przestał spinać mięśnie, zaczął oddychać coraz mniej i mniej i mniej. W ciągu niespełna dziesięciu minut atak ustępuje całkowicie. Był to pierwszy pacjent, który otrzymał w 100% naturalną pomoc od Konstantina bez użycia inhalatora i leków.

A jednak, coś nie gra
z tym głębokim oddechem!

Butejko rozpoczął kliniczne badania w instytucie profesora Meszałkina, odkrywając dalsze zagadki głębokiego oddychania. Prosił zdrowych ochotników, aby przez kilka minut nabierali głębokich wdechów i wydechów, po których ci doznawali zawrotów głowy i mdłości, duszności i kaszlu, a na dłuższą metę — omdlenia. Każdy nowy eksperyment potwierdzał teorię, mówiącą, że głębokie oddychanie nie pomaga (ani zdrowym, ani chorym) a szkodzi.

Powszechne przekonanie było takie (i do tej pory jest!), że wszystko to przez nadmierne nasycenie mózgu tlenem. Lecz dzięki specjalistycznej aparaturze, która już w tamtych czasach była do dyspozycji, Butejko odkrył, że jego poziom dwutlenku węgla we krwi wyjątkowo odbiega od medycznej normy. Wiedząc że hiperwentylacja prowadzi do utraty tegoż związku, wywnioskował, że poprzez korekcję oddechu podniesie poziom CO2, a co za tym idzie — pozbędzie się zabójczego nadciśnienia.

No więc raz jeszcze to samo —
lecz tym razem mierzymy wszystko!

Natychmiast rozpoczął eksperymenty z płytkim oddychaniem, tym razem już w zaawansowanym laboratorium z użyciem aparatury mierzącej kluczowe parametry. Wraz z zespołem lekarzy posiadał zestaw czterdziestu różnych instrumentów zdolnych rejestrować prawie wszystkie podstawowe funkcje ludzkiego organizmu oraz wytwarzać przeszło 10,000 części danych na godzinę.

Dane analizował przyrząd opracowany przez Butejko i jego kolegów, który nazwali „complexator” — ale częściej znany jako medyczny kombajn. To opatentowany przyrząd niedostępny nigdzie indziej na świecie.

Dzięki tak wyposażonemu laboratorium z łatwością zauważył, że redukując ilość wdychanego i wydychanego powietrza, poziom dwutlenku węgla w krwi arterialnej i tętniczej się podnosił, a razem z nim… podnosiło się natlenienie organizmu na poziomie komórkowym! W następstwie tego, pewne wyraźne symptomy — takie jak ból głowy i rwące bicie serca — stopniowo malały. Z kolei kiedy przyspieszył i zwiększył częstotliwość oddychania, obniżał się poziom dwutlenku węgla w krwi, a razem z nim poziom natlenienia. Innymi słowy, im głębsze oddychanie, tym większe niedotlenienie organizmu.

Butejko doszedł do wniosku, że właśnie odkrył źródło swojej choroby. Wraz z kontynuacją programu zredukowanego oddychania, powracała tężyzna fizyczna, energia mentalna, lepsza koncentracja, a ponad wszystko — ustępowało, wolno, ale stopniowo, chroniczne nadciśnienie.

Raz za razem weryfikował nową teorię na swoich pacjentach, którzy dobrowolnie zgodzili się poddać zaleceniom. Przede wszystkim mierzył sposób oddychania osób cierpiących na astmę, nadciśnienie, stenokardię, dochodząc do wniosku, że i u nich występowała wzmożona czynność oddechowa płuc (hiperwentylacja), a z nią: zbyt niski poziom dwutlenku węgla we krwi i tlenu w mózgu, sercu, wątrobie, nerkach i innych narządach wewnętrznych.

Ponownie — poprzez korektę sposobu oddychania tychże pacjentów, Butejko miał możliwość unormowania niedoboru CO2 i zatrzymania ataków, np. astmy, czasem nawet w ciągu czterech minut, gdzie tradycyjną drogą trwa to godzinę, pół dnia, dzień, a nawet parę dni. Jak to się udało, w celu potwierdzenia związku między symptomami a oddychaniem, profesor prosił, aby pacjenci ponownie zaczęli oddychać według wcześniejszego wzorca. Dolegliwości powróciły, ataki się nasiliły. Było jasne: Butejko natknął się na ważne, globalne odkrycie, które przewróci obecne pojmowanie pewnych aspektów do góry nogami.

Dokładne badania, pomiary, obserwacje umożliwiły profesorowi ukuć teoretyczne podłoże dla swojego pomysłu, w całości oparte na klinicznych badaniach i fizjologii człowieka.

W skrócie, niedobór dwutlenku węgla i tlenu, spowodowany głębokim oddychaniem, w konsekwencji uruchamia całą gamę tzw. mechanizmów obronnych, które interpretowane są mylnie jako oddzielne choroby.

Co takiego? Nadciśnienie to nie choroba a mechanizm obronny? Astma to nie choroba a mechanizm obronny? Stenokardia to nie choroba a mechanizm obronny?

Czy to naprawdę możliwe, że przez cały okres istnienia medycyny, tak prosta idea o ogromnej roli biologicznej dwutlenku węgla w życiu organizmu ludzkiego nikomu nie przeszła przez myśl? Że głębokie oddychanie prowadzi do jego nadmiernej utraty, w konsekwencji aktywując mechanizmy obronne uznawane jako niezależne choroby? Kontynuując dokładne badania w Centralnej Bibliotece Medycznej i Państwowej Bibliotece im. Lenina., Butejko poznał odpowiedź: tak, to jest możliwe. Tak, to się dzieje naprawdę. Tak, ludzkość ignoruje najwspanialsze źródło zdrowia, młodości i tężyzny fizycznej: dwutlenek węgla.

Od wieków rodzice uczą swoje dzieci, aby oddychały głęboko. I nikt — nawet przez chwilę! — nie pomyślał, aby wypróbować zredukowane oddychanie. Nikt prócz profesora Butejko.

Ciąg dalszy nastąpi.

Kliknij, jeśli artykuł ci się podoba

Komentarze

  1. maciek napisał:

    to działa !!!
    zastanawiam się czy zrealizować receptę na ventolin bo moja astma jakby się schowała kiedy zacząłem powoli i płytko oddychać robiąc krótkie przerwy na wydechu, to jest mój pierwszy dzień !!! dlaczego proste i oczywiste rzeczy przebijają się z takim trudem do potrzebujących ..

    • Łukasz napisał:

      Do czasu, aż nie weźmiesz udziału w pełnym szkoleniu z zakresu metody, miej przy sobie Ventolin. A zredukowane oddychanie traktuj jako „procedurę alarmową” – na wypadek ataku.

  2. Jerzy napisał:

    Totalna bzdura P. Łukaszu.Sprawdzone na sobie i wielu znajomych.Przy płytkim oddechu wzmaga się nerwica niepokój,stany lękowe.Po kilku głębszych oddechach wszystko mija.Spada ciśnienie ,normalizuje praca serca.
    Zapewne zna Pan powiedzenie że gdy szef wzywa lub przed egzaminem weź kilka głębszych oddechów.
    Przecież Pan to wie, to po co cytować brednie
    Pozdrawiam

    • Łukasz napisał:

      To oczywiste, że Pan i Pana znajomi nie znają podstaw fizjologii człowieka, a więc i teoretycznej strony metody Buteyko – gdyż metoda opiera się o naukę o człowieku. Istnieją oficjalne normy, kiedy chodzi o ilość dwutlenku węgla w organizmie. 95% społeczeństwa ma go niedobór (ponownie: względem oficjalnej, medycznej normy – ile ona wynosi, o tym wkrótce na blogu, choć można sięgnąć do pierwszego lepszego podręcznika fizjologii). Metoda Buteyko, w skrócie, polega na zlikwidowaniu niedoboru CO2 poprzez ćwiczenia oddechowe i zmiany w stylu życia.

      Osoby kompetentne w zakresie metody mają świadomość, że zbyt radykalne zwiększenie dwutlenku węgla w organizmie za sprawą redukcji oddechu może wywołać chwilowe nasilenie objawów dolegliwości, np. związanych z problemami sercowymi. Tyczy się to szczególnie osób starszych. Im bardziej rozwinięta choroba, tym mniej intensywny winien być program normalizacji oddechu. Lecz to są kwestie poruszane indywidualnie na szkoleniach.

      Powiedzenie – tak, znam. Opiera się na haśle, które okrążyło już całą planetę: „oddychaj głęboko, bo to dotlenia i jest dobre dla zdrowia”. Oczywiście jest dokładnie na odwrót. Głębokie oddychanie zmniejsza ilość dwutlenku węgla w pęcherzykach płucnych i krwi tętniczej. To, jak wynika z prawa Bohra, doprowadza do zwiększenia powinowactwa hemoglobiny do cząstek tlenu. W efekcie potrzebna ilość tlenu nie dociera do tkanek. Następuje hipoksja – niedotlenienie na poziomie komórkowym. Plus, dochodzi do zaburzenia metabolizmu prawie wszystkich witamin, enzymów, minerałów itd.

  3. Katon napisał:

    Wygląda po tej metodzie, że wszyscy mają reakcję odwrotną. Czyli jest to reakcja, a nie właściwe działanie, ten głębszy oddech. Na obronę metody płytszego oddechu podam metodę redukowania stresu przez schowanie głowy pod kołdrę. Nie należy zapominać o panice, panika jest złym doradcą.

Skomentuj

*

Przeczytaj poprzedni wpis:
konstantin-buteyko-nasluchuje-pacjenta
Czyżby głębokie oddychanie szkodziło? Buteyko na tropie wielkiego odkrycia

Przez cały pobyt w Instytucie Medycznym, żaden student nie obserwował chorych pacjentów z tak zaprzątniętą uwagą, co młody Buteyko. Praktykę rozpoczął od monitorowana układu oddechowego...

Zamknij