Czyżby głębokie oddychanie szkodziło? Buteyko na tropie wielkiego odkrycia

Konstantin Buteyko nasłuchuje pacjenta

Przez cały pobyt w Instytucie Medycznym, żaden student nie obserwował chorych pacjentów z tak zaprzątniętą uwagą, co młody Buteyko.

Praktykę rozpoczął od monitorowana układu oddechowego zarówno chorych, jak i zdrowych. Spędzi setki godzin, siedząc obok pacjentów, mierząc ich parametry oddechowe—tych bliskich śmierci i tych z mniej groźnymi dolegliwościami.

Pewnego dnia zauważył zjawisko, które—jak się później okazało—nadało kierunek jego medycznej karierze i, co ważniejsze, odmieniło życie milionów ludzi na całym świecie.

Mianowicie nasłuchując pacjentów, którym kazano przez parę minut oddychać głęboko, zauważył, że doznawali pogorszenia stanu zdrowia: zamroczenie, nasilenie symptomów astmy, stenokardia (skurcz tętnicy wieńcowej), drgawki i wiele podobnych.

Lecz najbardziej niezwykłe zdarzenie miało miejsce podczas trzeciego roku praktyki medycznej Buteyko. Wtedy to młody Konstantin badał pacjenta, uważnie nasłuchując pracy jego płuc. Komenda standardowa: głęboki wdech, głęboki wydech. W ciągu kilku minut jeden z jego pacjentów, dobrze zbudowany atleta, upadł na łóżko jak gdyby postrzelony w klatkę piersiową.

Młody lekarz podbiegł do pacjenta, aby zobaczyć, co się stało. Wyglądał jak zwłoki: blady, z zaostrzonymi rysami twarzy. – Odleciał na amen – pomyślał Buteyko. Stało się to jakieś trzy minuty po tym, jak osłuchiwał jego płuca na głębokim oddechu.

W każdym razie, facet leżał nieruchomo. Buteyko wyskoczył na korytarz, wezwał dyżurną i wykrzyczał zdenerwowany, że umiera zdrowy człowiek. Sytuacja miała miejsce w klinice niedaleko Petrowskich Wrót (Petrovskie Vorota) w Moskwie, gdzie Buteyko odbywał praktykę.

– Spokojnie, nawet chorzy tu nie umierają – odparła dyżurna, po czym weszła do pokoju, w którym leżał nieprzytomny. Obejrzała go, nasłuchała, poklepała po policzkach. – Pacjent doznał jedynie hiperwentylacji, zaraz do siebie dojdzie.

Słowa te nieco uspokoiły młodego Buteyko. Po chwili odleciały pacjent bierze jeden wdech, potem drugi, potem otwiera oczy, podnosi się i pyta – co mi się właśnie stało?

Buteyko nie wiedział, co odpowiedzieć. Dyżurna wyjaśniła pacjentowi, że stracił przytomność przez zbyt intensywne i głębokie oddychanie podczas nasłuchiwania pracy płuc. – Często się to zdarza, tak więc spokojnie – dodała.

Buteyko—już wtedy—słyną z niebywałego zmysłu obserwacji. Wyjaśnienie dyżurnej zaraz sprowokowało w nim pytanie: czyżby zatem głębokie oddychanie było niebezpieczne? Przecież przez wieki znawcy namawiają, aby oddychać głęboko, bo to rzekomo natlenia mózg, serce, wątrobę… Tylko skoro dwie minuty takiego oddechu niemal zabiły przed chwilą człowieka, to dlaczego miałoby to być zdrowe? Nie jest przypadkiem na odwrót?

W klinice nie chcieli zbyt wiele tłumaczyć, pewnie dlatego, że sami niewiele kumali. Jedyny komentarz był taki, że hiperwentylacja prowadzi do zbyt intensywnego natlenienie mózgu, w wyniku czego pacjent może na chwilę odlecieć, a przy okazji mogą się nasilić symptomy choroby, jak np. duszność u astmatyków czy skok ciśnienia u ludzi z nadciśnieniem.

Ale młodemu Buteyko coś nie pasowało w tej teorii. Jak się później okazało, całkiem słuszne …

Ciąg dalszy nastąpi.

Kliknij, jeśli artykuł ci się podoba

Komentarze

  1. Jurek napisał:

    Zwracam uwagę że hiperwentylacja bywa w pewnych kierunkach terapeutycznych (Grof, rebirthing) celowo wywoływane włąśnie aby dostawać takich zjawisk. Nie jest to w zasadzie nic niepokojącego i pozostawia uczucie głębokiego spokoju ale oczywiście zwolnienie oddychania też ma swoje zalety jak uczy joga.

    • Łukasz napisał:

      Jurku, nie znam prac Grofa, więc nie potwierdzę, nie zaprzeczę. Mogę natomiast napisać o praktyce profesora Buteyko.

      Chcąc uświadomić swoim pacjentom, skąd pochodzą ich dolegliwości, Buteyko zawsze podchodził do sprawy doświadczalnie, aby sami sobie to udowodnili. Otóż zanim przystępował do wyłożenia metody, najpierw prosił, by oddychali głęboko. W najgorszych przypadkach, jak np. astmie, pacjent już po kilkunastu sekundach dostawał ataku. Potem poinstruował, jak oddychać jego metodą. Atak ustępował. To usuwało jakiekolwiek wątpliwości co do tego, gdzie tkwi źródło ich złego stanu zdrowia—a mianowicie w zbyt intensywnej pracy układu oddechowego.

      Więcej: w ciągu całego swojego życia, ani razu nie odnotował przypadku, w którym dobrowolna hiperwentylacja przyczyniła się do poprawy zdrowia, jak pisze w swoich rosyjskich instrukcjach.

      W najbliższych publikacjach wyjaśnię naukowe podłoże Metody Buteyko.

      Przy okazji, jak zauważył profesor Buteyko oraz paru lekarzy medycznych, którzy odbyli szkolenie z zakresu Metody, największe korzyści z praktykowania jogi pochodzą właśnie ze zwolnionego, płytkiego oddechu. (Mowa o najstarszych odmianach jogi, w których praktyka głębokiego oddychania nie występowała w ogóle.)

  2. paweł napisał:

    Łukaszu, więcej ,więcej artykułów proszę! bardzo ciekawe

Skomentuj

*